BADANIA, ANALIZY, ROZMOWY ZAUFANIA – Odnalezienie Energii Wewnętrznej
BADANIA, ANALIZY, ROZMOWY ZAUFANIA – Odnalezienie Energii Wewnętrznej

„Najgorszy człowiek na świecie” Małgorzata Halber

Małgorzata Halber: Kiedy przestajesz pić, wszystkiego uczysz się od nowa. Tańczyć, kochać się, rozmawiać z ludźmi na trzeźwo

Odkryłam, że nie ma książki, która dawałaby szczery opis przeżyć trzeźwiejącej kobiety, której nagle usuwa się grunt pod nogami. I pomyślałam, że skoro mam w sobie materiał na taką książkę, to może warto się tym podzielić – mówi dziennikarka Małgorzata Halber.

Właśnie ukazał się jej debiut – 'Najgorszy człowiek na świecie’. Bezkompromisowy. Odważny jak sama autorka.

Wywiad z autorką:

„Skąd się bierze nałóg?

– Z pustki. Z braku. Z tego, że nie możesz znieść tego, że jesteś sama ze sobą. Tego momentu, w którym nagle nie ma jakiegoś rozproszenia, nie wiesz, co jest w tobie w środku, boisz się tego i chcesz się czuć dobrze. Brak jest tak straszny, że musisz poczuć natychmiastową ulgę.

„Alkoholik” to słowo tak straszne jak „feministka”. Alkoholicy i feministki nie należą do społeczeństwa – nie mogą być nami. Alkoholicy mieszkają w piwnicach klubu abstynenta, mają szare spodnie w kant i turecki sweter (feministki strzygą się krótko, ubierają na czarno, noszą okulary i się nie malują). Alkoholików nikt nigdzie nie zaprasza, bo przecież się upiją od razu, a jeśli się nie upiją, to będą mówić tylko o AA i że próbują odzyskać pracę. Mają ogorzałe twarze, poliki, na które ktoś nakleił im po różowym schabie, brud za paznokciami i tatuaże z więzienia albo broszurki z kościoła.

I tak chyba wielu ludzi myśli. W „Najgorszym człowieku na świecie” ojciec Krystyny mówi, że nie może wydać tej książki, bo zniszczy sobie życie. Ja myślę, że jest na odwrót, ta książka może komuś życie uratować. Czy myślisz czasem tak o niej? Chcesz pomóc innym, którzy są w takiej samej sytuacji?

– Uratować życie to brzmi jakoś za bardzo. Ta książka to jest mój prezent dla wszystkich, którzy są w takiej sytuacji, którzy wiedzą, że mają problem, którzy nie są w stanie o sobie na głos powiedzieć „alkoholik”, bo to kojarzy im się z bezdomnymi, z zapuchniętą twarzą i odebranymi prawami rodzicielskimi, nie mogą się z tym utożsamić, a jednocześnie przeżywają dramat. Ale to jest też książka dla wszystkich osób, które są zmęczone udawaniem kogoś innego, dla tych, którzy czują, że ich drugie imię brzmi „niewystarczający”. Dla tych, którzy chcą się zachwycać ogórczakiem japońskim i żeglarzem portugalskim, zamiast męczyć się small talkiem z osobami niemówiącymi nic ważnego.

A tata miał o tyle rację, że jeżeli jest się osobą wrażliwą, jak ja, ma się lęki i złe myśli na swój temat, jeżeli jest się osobą, która w dodatku jest prześladowana przez efekt uboczny swojej wieloletniej pracy, jakim jest publiczna rozpoznawalność, wiążąca się z tym, że każdy chętnie wyda osąd na mój temat, to jest to spory ciężar.

Nie bardzo rozumiem, dlaczego napisanie, że to się da zrobić, że da się pójść na terapię i żyć na trzeźwo, że jestem żywym człowiekiem, który to przeżył, miałoby zniszczyć mi życie bardziej niż te poranki ze straszliwym dołem, palącym słońcem wkradającym się pod powieki i zgubionym szkłem kontaktowym. Ze wstydem. Jak miałoby mi to zniszczyć życie bardziej niż bycie w ciągu. W ciągu, którego nawet nie widać, bo przecież to normalne, że po imprezie w Tysiąc Pięćset pijesz rano browar, żeby nie rozwaliło ci głowy od środka, a wieczorem znowu idziesz na tańce i przecież nie na trzeźwo, a jeśli wyjeżdżasz na wakacje all inclusive i do śniadania pijesz drinki, a wieczorem jeszcze z siedem, to przecież to są wakacje, a nie ciąg alkoholowy.

Terapia to tylko jeden z elementów zaczynania nowego życia. Krystyna zadaje pytanie, które jest chyba kluczowe dla wszystkich wychodzących z nałogu – jak siebie lubić, nic nie robiąc? Nagle pojawiają się te wszystkie wieczory, kiedy nie możesz iść na imprezę, nie możesz napić się winka w domu – i co tu robić? Jakbyś znowu była w liceum.

…o wiele więcej rysuję, o wiele więcej czytam, o wiele więcej chodzę na koncerty i chodzę tam naprawdę dla przyjemności obcowania z muzyką, a nie – żeby się napić i posłuchać przy okazji, jak ktoś gra. No i słucham ciekawszych płyt niż kiedyś. Jest taka obiegowa opinia, że alkohol wyzwala i dopiero po nim przeżywasz katharsis, słuchając muzyki. Moim zdaniem to bzdura. Na trzeźwo po prostu zaostrzają ci się kryteria. Po pijaku jesteś w stanie przekonać samą siebie, że coś, co normalnie by ci się nie podobało, jest wspaniałe.

Dla mnie najważniejsze było i jest nauczyć się bawić. Nam alkohol jest potrzebny do zabawy, zupełnie nie umiemy się bawić bez niego. A przecież można. I to nieironicznie.

Wpadłam na to, że kiedy czekam na tramwaj, chciałabym przeczytać coś innego niż „angielski tanio” i „parkiety glazura”. Że dlaczego by nie sporządzić jakiejś notatki, dzięki której ktoś jadący do biura zostanie wybity z tego rytmu, że śniadanie, maile, praca, spotkanie, faktura. Bo nie ma już schizofreników rozlepiających na słupach ogłoszeniowych poodbijane na ksero afisze mówiące rozedrganym pismem o zagładzie świata. Wymyśliłam wtedy, że kiedyś ponaklejam na przystankach sny. Swoje i znajomych. Nie zrobiłam tego w końcu, ale może kiedyś zrobię i jeśli będziesz w moim mieście i natkniesz się na kartkę napisaną na maszynie, gdzie będzie sen o larwach jeleni, takich, z których jelenie się wykluwają, różowych z przezroczystym porożem, to znaczy, że tam byłam.

Żeby napisać książkę, trzeba mieć dobry temat, który cię uniesie. Chciałam napisać o czymś ważnym, a nie tak, żeby po prostu sobie coś tam wydać. Myślałam bardzo długo o tym, co mogłabym napisać, i te przemyślenia doprowadziły mnie do odkrycia, że nie ma książki, która dawałaby szczery opis przeżyć trzeźwiejącej kobiety, której nagle usuwa się grunt pod nogami. I pomyślałam, że skoro mam w sobie materiał na taką książkę, to może warto się tym podzielić. Ale myślę, że ważne jest to, żeby zaznaczyć, że „Najgorszy człowiek na świecie” jest o uzależnieniu tylko na naskórkowym poziomie. Tak naprawdę to jest historia kogoś, kto ma w sobie bardzo wiele emocji, od których ucieka, bo siebie nie zna. I staje przed zadaniem zrozumienia, kim jest.

„Najgorszy człowiek…” nie jest wbrew temu, co by się mogło wydawać, książką o piciu. Jest tam wiele spostrzeżeń o relacjach – i w związku, i w społeczeństwie. Jest też o tym, jak ludzie wszystko traktują „ironicznie”, bo boją się przyznać, że coś lubią. Wreszcie, jest wiele o wstydzie i strachu przed śmiesznością. To najbardziej zwróciło moją uwagę – ciekawa jestem, co znajdują w niej inni. Dostajesz takie wiadomości?

– Dostaję. Najbardziej zadziwiające były dla mnie te od matek, które twierdziły, że to książka rodzicielska (żeby uniknąć brzydkiego słowa „parentingowa”). Najczęściej pojawia się fraza „to nie jest książka o uzależnieniu, tylko o uciekaniu”. Albo „bałam się, że to będzie coś w rodzaju >Pamiętnika narkomanki< (który notabene czytałam z wypiekami jako nastolatka i zakreślałam całe passusy, będąc jeszcze daleko na swojej osi uzależnienia), a to jest o tych wszystkich rzeczach, o których staram się nie myśleć, o tym nieustającym przymusie robienia czegoś, poczuciu, że jestem gorsza”.

cały artykuł: