Psychologia Spokoju Wewnętrznego na Przełomach w Życiu i Biznesie. Narzędzia Motywacji Wewnętrznej i INDYWIDUALIZACJA w Zarządzaniu
Psychologia Spokoju Wewnętrznego na Przełomach w Życiu i Biznesie. Narzędzia Motywacji Wewnętrznej i INDYWIDUALIZACJA w Zarządzaniu

Powołanie, praca i samodzielność

„Odebrać ludziom pracę to odebrać im ich godność, ich poczucie, że mogą autentycznie dać coś z siebie światu, który ich otacza.

Alternatywa istnieje:  na nowo oprzeć działanie na duchowych podstawach.

System państwa opiekuńczego nie chroni ludzkiego poczucia własnej wartości, ani nie zachęca do wykazywania się twórczymi możliwościami, natomiast sprzyja kapitulacji na rzecz modelu życia w ciągłej i nieustającej potrzebie.

Społeczeństwo o nikłym poczuciu zakorzenienia, samowystarczalności oraz wsparcia ze strony zbiorowości drży przed biedą i wpada w panikę na myśl o stracie miejsc pracy z powodu napływu imigrantów bądź zagranicznej konkurencji. Naród wyrusza na wojnę, ponieważ jego sposób życia uzależniony od importu paliw kopalnych zostaje zagrożony.

Na łasce państwa opiekuńczego znajdują się jednak nie tylko ludzie biedni i pozbawieni życiowych szans. W jego systemie żyją ci wszyscy z nas, którzy wtłaczani w przegródki istniejących zawodów, dają się wprząc w kierat wydajności ekonomicznej.

Gdy jakaś firma wydaje miliony dolarów na reklamowanie piwa podczas meczu piłki nożnej, zdajemy
sobie sprawę, że ugrzęźliśmy w absurdzie. W końcu, ilu z nas na pytanie „co chcielibyśmy robić w życiu?” odpowiedziałoby „sprzedawać piwo”? Dajemy się jednak skusić obietnicą przyszłego dobrobytu, a lęk przed biedą utrzymuje nas w ryzach. To my żyjemy na łasce opieki społecznej. To my wyrzekliśmy się nadziei na to, że zmienimy kształt własnego przeznaczenia.

Aby zapłacić zakładowi energetycznemu, zakładowi telekomunikacyjnemu, przedsiębiorstwu ubezpieczeniowemu i sieci telewizji kablowej, jesteśmy gotowi iść i robić kampanie reklamowe piwa, handlować ołówkami i zasiadać przed monitorami komputerów. Jesteśmy gotowi oddać nasze dzieci w dzierżawę żłobkom i przedszkolom, wyrzec się silnego związku z ziemią lub też ze społecznością, w której żyjemy, i wypaczyć swoje wewnętrzne rytmy, by przystosować się do koszmaru ośmiogodzinnego dnia pracy.

Dlaczego?

Ponieważ zaprzedaliśmy się wizji, która oferuje przetrwanie i rozrywkę w zamian za naszą duszę.
Faktem nie do ukrycia jest to, że sposób działania, do jakiego przywykliśmy, nie działa. Lecz przytłaczająca, na pozór absolutna władza wielkich, bezosobowych instytucji wywołuje w człowieku
poczucie bezsilności i bierność.

Alternatywa istnieje: przedrzeć się przez samozadowolenie oraz liczne subtelne formy rozpaczy maskowanej postawami konsumpcyjnymi i na nowo oprzeć działanie na duchowych podstawach.

Dokonując tego indywidualnie, jednocześnie wychodzimy naprzeciw społecznym problemom nadprodukcji i nadkonsumpcji tudzież apatii oraz zakłamanej mentalności cwaniaka, która narusza wszelką spójność naszego życia w ludzkiej wspólnocie.

Centralne znaczenie powołania zawodowego nie jest obce naszej kulturze. Zwraca ona uwagę przede wszystkim na działanie. Nasza tradycja ceni ludzki wysiłek. Nosimy w sobie potrzebę wyrażania na zewnątrz stanu własnej świadomości i czynienia dobrego użytku ze swojej woli.

Dlatego właśnie możemy zmienić siebie poprzez transformację pracy i jej środowiska.

Wysiłek transformacji to nie tylko budowanie własnego świata, do którego nawoływał Emerson, jako że dzieło realizacji swoich wizji jest wysiłkiem zarazem indywidualnym i zbiorowym.

  • Indywidualnym, ponieważ wymaga od człowieka zdobycia się na odwagę życia sercem, podjęcia ryzyka utraty bezpieczeństwa i chroniącej go przeciętności w dążeniu do urzeczywistnienia własnych aspiracji.
  • Zbiorowym, ponieważ w trakcie urzeczywistniania swoich marzeń nie możemy obejść się bez siebie nawzajem.

Budowanie życia, które polega na wzajemnym wspieraniu się, a także na korzystaniu ze wsparcia, jakiego udziela nam Ziemia, jest celem tego, co nazywam antykarierą. Używam tego terminu dla odróżnienia od wszystkiego, co obecnie kryje się pod maską „kariery”, mianowicie braku szczęścia, życia w napięciu i ciągłej walki o status.

Mając na uwadze to rozróżnienie, przyjrzyjmy się pewnym tradycyjnym modelom życia zawodowego, zbiorowym fantazjom na temat pracy, które przeobraziły się w niepisane struktury myślowe określające zakres możliwych dla nas form powołania życiowego.

Badając strukturę tych modeli, ich cechy charakterystyczne i odczucia, jakie w nas wzbudzają, możemy lepiej uświadomić sobie wizje kulturowe, z jakich wykrystalizowały się dominujące dziś postawy wobec pracy i przekonania na jej temat.

Pozwoli nam to również zapoczątkować ewolucyjny ruch ku nowemu

  1. Praca jako przekleństwo”
    Praca jest częścią naszej codziennej więziennej egzystencji, a jej celem jest chleb, czyli przetrwanie. Jedynym powodem, dla którego musisz pracować, jest twoje wygnanie z pierwotnego stanu, a im ciężej pracujesz, im bardziej niekorzystny układ akceptujesz, tym większą masz nadzieję, że uda ci się zadośćuczynić za swoją grzeszną naturę. Struktury ucisku przez całe stulecia opierały się na takim myśleniu podszytym poczuciem winy. Nastawienie takie sprawia, że praca, którą wykonujemy, stale utwierdza nas w poczuciu braku własnej wartości. Tymczasem poczucie
    własnej wartości wcale nie musi być zdeterminowane tym, jaką pracę spełniamy w świecie. Jeśli jednak czujemy, że musimy wykonywać określony typ pracy, aby potwierdzić swoją wartość, to będziemy trwać w tej pracy z niewłaściwych pobudek.
  2. „Kim chcesz być, gdy dorośniesz?” Jeżeli pragniesz być człowiekiem określonej profesji, to możliwe, że zaliczasz się do grona wybranych, szczególnie jeśli ta profesja należy do społecznie cenionych. Jeśli nie masz wizji tego, kim chcesz być, gdy dorośniesz, to widocznie jesteś kimś gorszym. Nawet wzniosłe poczucie posiadania życiowej misji może niespodziewanie nosić w sobie ciemną stronę etyki predestynacji.

Czy mamy więc wierzyć, że najwyższą wartością jest rola, którą człowiek odgrywa w świecie, i jeśli spełnia się ją dobrze, to cała reszta się nie liczy?

Być może w dawnych czasach więcej znaczyło lepiej, ale dziś stawianie na wydajność przestało być pożyteczne.

Uwolnienie się od syndromu chorobliwej produkcji i konsumpcji, czyniącego nas narodem zadłużonych nałogowców telewizji, wymaga uznania najgłębiej w nas tkwiących wartości.

Potrzebne jest wyartykułowanie i zrozumienie naszej potrzeby życia nie tylko dla przedmiotów, uwierzenie w to, że życie oferuje każdemu szansę stania się w pełni człowiekiem. Konieczne jest też
niezłomne postanowienie, aby żyć zgodnie z tym, w co się wierzy.

Poważnego problemu, jakim jest odnalezienie własnego powołania, nie rozstrzygną zatem testy przydatności zawodowej, które pomagają wprzęgnąć jednostkę w rolę dobrze przystosowanego producentokonsumenta.
Tym, czego naprawdę potrzeba, jest antykariera odrzucenie okowów przymusu, głodu aprobaty i bezmyślnej aktywności i głębokie wejście w dynamikę współtworzenia.
Czynić swą pracę świętym zajęciem to znaczy wierzyć w to, co się robi, i wykonywać ją dla niej samej. Być z niej dumnym nie dzięki porównaniu z pracą kogoś innego, ale z powodu własnego dobrego samopoczucia, z powodu bycia w zgodzie z samym sobą.

Cechą takiej pracy jest też to, że nie prowadzi ona do znużenia czy wyprania z energii. Jest to praca, która nie unicestwia życia i która honoruje doznawanie przyjemności. Praca, która sprzyja byciu w pełni obecnym i zaangażowanym i która odzwierciedla nasze najgłębsze poczucie sensu istnienia”.

według ANTYKARIERA – RICK JAROW

Zapraszam na badanie indywidualnych wewnętrznych motywatorów